Tag Archives: kredyt

Mieszkanie się spłaca

Wykończenie już dawno za nami, a kredyt spłaca się powoli.

Powoli też polikwidowałem wszystkie lokaty bankowe które miałem. Zlikwidowałem też konto w Polbaku, bo zaczęli brać opłatę za prowadzenie konta. Dobrze, że miałem te wszystkie oszczędności, bo było by trudno.
Ostatnio zmuszony byłem otworzyć metalową skarbonkę. Miały być tam oszczędności na aparat fotograficzny, ale starczyło na 2 raty kredytu. I tak miło się zaskoczyłem bo było tam prawie 3000 zł. W tym 1200 złotych w bilonie:)

Bilon to taka niedoceniana waluta, ale ma dużą wartość jednak.

Płytki na ścianie już są

Powoli mieszkanie na kredyt nabiera kształtu. Leżą już płytki na ścianach, teraz po fugowaniu wyglądają naprawdę dobrze. Dziś co prawda niedziela, ale zagruntowałem sufit  i pozostałe ściany.

Jutro muszę wstać rano, bo trzeba wstawić grzejnik w łazience. A… I kupić farbę. Sufit będzie już można malować.

Biedna świnka skarbonka

Łazienka jest już pokryta ślicznymi kafelkami. Kremowe a w środku pasek zielonych. Naprawdę ładnie to wygląda. Są jakby wykrojone z jakiegoś usłojonego drewna, takie cienkie paski wzdłuż.

Kuchnia (a właściwie róg pokoju, przecież to aneks) też pokryta jest płytkami.

Płytki+fugi,listwy,silikony itp: 620 zł

W między czasie na drobne wydatki poszło trochę więcej:

Gładź gipsowa: 50 zł, Pianka do uszczelnień: 50 zł, kable, kontakty, flamastry, listwy aluminiowe, szpachla (bo stara się złamała), farba do belek, rozpuszczalnik, codziennie gdy teściu robi 2 piwa.

Ciężko to oszacować. Praktycznie codziennie coś się kupuje. W sklepach kredytu nie ma.

Ale raczej zaniżę koszty niż zawyżę  gdy napiszę 880 zł. Suma taka dla równego rachunku:

620+880=1500 zł

Tak naprawdę wiem tylko ile ubywa mi z kolejnej lokaty którą zlikwidowałem. Wczoraj dwa tysiące wylądowały w pudełku. Wiem jak kurczyły się poprzednie, także te długo nie wytrzymają. Ale kilka świnek jeszcze biega dzwoniąc monetami.

Podliczmy całość: 10000+500+150+1500  =12150

Drobne wydatki

Nie było zbyt wiele zakupów, bo jeszcze poprzednie nie zostały wykożystane.

Ot.. 50 złotych przejściówki do zaworków

50 złotych drewniane belki do garderoby

50 złotych zaworek + duużo kołków, wkrętów i gwoździków…

Ale kasa leci szybko.

Dziś jedziemy do Praktikera oddać niepotrzebne nóżki do wanny i klamka która nam nie pasuje.
Dobrze, że jest taka możliwość. I tak wydaje mi się, że tego kredytu na mieszkanie nigdy nie spłacę…

Kolejne zakupy

Powoli wszystko zaczyna nabierać kształtów. Mieszkanie już zagruntowane Unigruntem, ścianka działowa do garderoby stoi. Dziś kończymy garderobę i drzwi wstawiamy.

WC: 300 zł

+taksówka 20 zł

Belki na garderobę: 50 zł

Śruby, kołki, blaszki: 20 zł

Pędzel: 15 zł

Zaworki: 20 zł

5 piw dla majstra: 15 zł

ok. 500 zł

Sumy zaokrąglam w górę, bo tak naprawdę są jeszcze drobne wydatki, tu 2 zł, tu 5, tu 9 i ciężko to wszystko zliczyć. Tak czy inaczej kasa płynie szerokim strumieniem… Na kredyt nie biorę.

Pierwsze zakupy

Kredyt kredytem, co miesiąc idzie tysiąc złotych. Ale zaczęły się już zakupy.

Pierwsza była szafka z umywalką. Promocja w Castoramie za 300 złotych. Ładna, duża i solidna w kolorze wenge.

Potem bateria do wanny i umywalki: 200 zł

Wczoraj podźwigałem z teściem 300 kilo:

  • Płyty gipsowo-kartonowe 4 szt.:    111 zł
  • Klej do płytek 6 x 25 kg: 150 zł
  • Unigrunt 3 szt.: 40 zł
  • gładź: 12 zł
  • pianka: 18 zł

Razem 330 zł

Jeszcze do tego 4 piwa dla teścia 20 zł

Po południu Praktiker.

Drzwi wewnętrzne 2 szt. z ościeżnicami i klamkami: 1000 zł

Drzwiczki do garderoby:  220 zł

Kafelki do łazienki: 1200 zł

Wanna + nóżki+syfon: 300 zł

Łącznie: 2626.66

Piękna końcówka 🙂

Na razie więc mieszkanie kosztowało:

ubezpieczenie kredytu: 1500

Zadatek: 5000

Co prawda został zwrócony ale spłaca się z niego kredyt

Aaaa. Jeszcze transport 85 złotych..

Razem:

1500+5000+3500=10000

Dziś jeszcze kibelek.

Mam już klucze!

Dziś piękny dzień. Dostaliśmy klucze do wymarzonego mieszkania.
Tylko jeszcze doprowadzimy je do stanu używalności i będzie cudnie.
To nic, że mieszkanie na kredyt. Ważne, że jest śliczne i w pięknym miejscu.
I nasze.

Udało nam się. Udało się podwójnie, bo teraz nie dostali byśmy kredytu. I nawet nie chodzi o te zmiany w przepisach bankowych które wymagają teraz 20% wkładu własnego.

Jak piszą:

„Zdolność kredytowa poszczególnych klientów będzie jeszcze bardziej drobiazgowo badana, niż dotychczas. Dyrektor generalny ZBP powiedział, że wszystkie osoby, które będą chciały pożyczać pieniądze od banku na okres dłuższy niż 5 lat, będą musiały posiadać wkład własny i to w wysokości aż 20% wartości łącznej kredytu.

Rekomendacja T może okazać się niekorzystna dla niektórych banków. Instytucje te w wysokiej mierze wypracowały swe dodatnie wyniki finansowe na udzielaniu szybkich kredytów i pilnych pożyczek. Teraz wszystkie tego typu produkty będą musiały podporządkować nowym ustaleniom rekomendacji T. Od czasu jej wprowadzenia, proces badania zdolności kredytowej będzie trwał o wiele dłużej, przez co zniecierpliwiony klient może szukać innych możliwości uzyskania pieniędzy na zaplanowaną inwestycję. Z drugiej strony, ograniczenie liczby niespłacanych kredytów będzie pozytywne dla banków.”

To co musieli byśmy przeznaczyć na wkład własny spożytkujemy na wyposażenie mieszkania.

Kredytu nie dostali byśmy ponieważ mi też podziękowali za pracę.

Właśnie jestem na okresie wypowiedzenia. Jakieś oszczędności jeszcze mam i wypłatę przelewają mi do banku przez 2 miesiące, więc jestem dobrej myśli. Ale na kredyt mieszkaniowy nie miałbym co liczyć przez jakieś 2 lata pewnie.

A tak mam mieszkanie, a kredyt jakoś spłacimy.

W oczekiwaniu na decyzję

Czekanie było trochę stresujące, bowiem żona pracowała jeszcze tylko przez 2 tygodnie i przez taki czas jej kadrowa potwierdziła by telefonicznie, że pracuje. Oczekiwaliśmy więc na telefony z banku, bo po potwierdzeniu, przynajmniej ta sprawa była by pewna.

Bank PKO miał podjąć decyzję w ciągu miesiąca, a Polbank nawet do 3 miesięcy.  Ale mieliśmy nadzieję, że zaczną od dzwonienia.

W między czasie okazało się,  że zaświadczenie o zarobkach które wypełniała mi kadrowa ma nie zaznaczony jakiś kwadracik. Więc jeszcze raz po prośbie.
Pośrednik przejrzał druczek i w drugim też znalazł jakąś drobną pomyłkę. Ale machnął ręką. Może przyjmą.

Raz dostaliśmy informację, że rzeczoznawca był już na budowie, ocenił i sporządził raport. Potem, że do banku  PKO dotarło już wszystko i nasze papiery zostały przekazane do analityka do Katowic bodajże.
Więc jednak nie dzwonili. W sumie przecież mając informacje o naszych kontach po co im informacje o zarobkach?

Po tygodniu okazało się, że Polbank coś pozmieniał w kredytach i szansa na to, że je dostaniemy spadła. Więc niech idzie PKO.

I nagle po 2 tygodniach jest telefon: Dostaliśmy decyzję przyznaniu kredytu w banku PKO!

Z tego co wiem jest to naprawdę rekordowy czas w jakim można dostać decyzję.
Duża w tym zasługa naszego doradcy kredytowego.  Ale oczywiście wszystko zawsze w rękach banku. Czasem wydają decyzję szybko, czasem po miesiącu.
Nam się udało.
To była ostania szansa na kredyt.
Jeśli jedna osoba nie pracuje raczej nikt kredytu nie da. A przy nowej pracy rzadko dostaje się umowę na czas nieokreślony od razu. I historia pracy nie jest też wtedy najlepsza.

Finansowy niewolnik na 30 lat.

Już wszystko za mną. Nawet szybko to poszło. Wypełniliśmy wszystkie papiery, a było tego naprawdę sporo.
Wniosek składaliśmy do 2 banków: Polbanku i PKO BP.  Ogólnie kilkanaście kartek gdzie chcieli wiedzieć wszystko.

Zgody, załączniki, ksera, no po prostu co tylko mogli. Dodatkowo jeszcze nie ta kratka zaznaczona i kolejną kartkę proszę donieść.
Po jaką cholerę wiedzieć bankowi czy mam książeczkę żeglarską?
Segregator spuchł i zaczęło się z niego wysypywać. Jeszcze doradca stwierdził, że ksera nie są idealne i sam połowę kartek przekserował.
Samo wypełnianie też nie było proste. Szczerze mówiąc mała jest szansa, by ktoś samodzielnie wypełnił te druki. Właściwie jest to niemożliwe.
Niektóre pytania są formułowane w taki sposób, że długiego zastanowienia potrzeba. A zdobycie niektórych danych jest trudne.
Od kiedy jestem zameldowany na pobyt stały? No… Jakoś tak koniec 80. Ale dzień i miesiąc? W dowodzie nie ma. Na szczęście miałem jakiś dziwny papier potrzebny do ślubu i tam było.
Gdybym tego nie znalazł, musiałbym biegać do USC.
Więcej było takich niespodzianek.

A samo wypełnianie… Oczywiście co jakiś czas zdarzała się pomyłka, czy literówka. Przecież bank tego nie przyjmie. Więc wypełnianie po raz kolejny.

Każdy bank ma swoje dokumenty i swoje pytania. Jeden chce brutto, drugi netto, jeden średnią za pół roku i bez premii, drugi z premią ale za kwartał.
Udało się w końcu skompletować całość, to tylko jeden dłuugi wieczór, 2 godziny u doradcy i kilka kartek doniesionych później.