Podpisanie umowy

Ja naiwny myślałem, że podpisanie jest proste. Przecież tylko podpiszę kilka papierów.
Zwolniłem się z pracy, żona już do pracy nie chodzi. W banku byliśmy ok. południa.

Miła i sympatyczna pani po powitaniu wyciągnęła nasz segregator i się zaczęło.

Najpierw wyjaśnianie. Dużo słów, dużo podpunktów. Po 5 minutach już zdolność pojmowania tego bankowego języka zmniejszyła się do zera. Ale oczywiście wysłuchanie jest obowiązkowe, więc tylko kiwam głową, że rozumiem. Nie rozumiem nic prawie. Za dużo informatyzacji, zresztą i tak na nic nie mam wpływu, mam do wyboru podpisać lub nie podpisać. Po co mnie uśwadamiać? Tylko po to by ktoś mógł z czystym sumieniem powiedzieć: No przecież wszystko było powiedziane przed zawarciem kredytu!

No było. A że normalny człowiek nie jest w stanie zrozumień nic z tego, to nie istotne.

Dobra. Pół godziny jakoś minęło.

Teraz już podpiszę i koniec.

O nie, nie.
-To proszę wypełnić ten druk.

Rubryczek stado. Adresy, pesele, kwoty (słownie też) i numery kont które mają tyle cyfr co liczba kropel deszczu spadającego na całą ziemię przez milion lat.

Ups! Pomyłka. Nie ma problemu. Tu nowy druczek, proszę wypełnić od nowa.

Trzeci druczek wypełnia już druga połowa.

Udało się. To tu następny dokumencik.

Po kolejnych błędach (bo słownie grosze trzeba wpisać inaczej!) znów ja biorę długopis do ręki.
Właściwie czemu przy kwotach stu pięćdziesięciu tysięcy nie mogą tego zaokrąglić do choćby 100 złotych? Czy te grosze naprawdę są tak istotne? To niech je wgóre zaokrąglą. Nie… Za prosto by było.

Oczywiście mimo tego całego sprawdzania i tak mój adres wpisali źle.

W oczekiwaniu na decyzję

Czekanie było trochę stresujące, bowiem żona pracowała jeszcze tylko przez 2 tygodnie i przez taki czas jej kadrowa potwierdziła by telefonicznie, że pracuje. Oczekiwaliśmy więc na telefony z banku, bo po potwierdzeniu, przynajmniej ta sprawa była by pewna.

Bank PKO miał podjąć decyzję w ciągu miesiąca, a Polbank nawet do 3 miesięcy.  Ale mieliśmy nadzieję, że zaczną od dzwonienia.

W między czasie okazało się,  że zaświadczenie o zarobkach które wypełniała mi kadrowa ma nie zaznaczony jakiś kwadracik. Więc jeszcze raz po prośbie.
Pośrednik przejrzał druczek i w drugim też znalazł jakąś drobną pomyłkę. Ale machnął ręką. Może przyjmą.

Raz dostaliśmy informację, że rzeczoznawca był już na budowie, ocenił i sporządził raport. Potem, że do banku  PKO dotarło już wszystko i nasze papiery zostały przekazane do analityka do Katowic bodajże.
Więc jednak nie dzwonili. W sumie przecież mając informacje o naszych kontach po co im informacje o zarobkach?

Po tygodniu okazało się, że Polbank coś pozmieniał w kredytach i szansa na to, że je dostaniemy spadła. Więc niech idzie PKO.

I nagle po 2 tygodniach jest telefon: Dostaliśmy decyzję przyznaniu kredytu w banku PKO!

Z tego co wiem jest to naprawdę rekordowy czas w jakim można dostać decyzję.
Duża w tym zasługa naszego doradcy kredytowego.  Ale oczywiście wszystko zawsze w rękach banku. Czasem wydają decyzję szybko, czasem po miesiącu.
Nam się udało.
To była ostania szansa na kredyt.
Jeśli jedna osoba nie pracuje raczej nikt kredytu nie da. A przy nowej pracy rzadko dostaje się umowę na czas nieokreślony od razu. I historia pracy nie jest też wtedy najlepsza.

Finansowy niewolnik na 30 lat.

Już wszystko za mną. Nawet szybko to poszło. Wypełniliśmy wszystkie papiery, a było tego naprawdę sporo.
Wniosek składaliśmy do 2 banków: Polbanku i PKO BP.  Ogólnie kilkanaście kartek gdzie chcieli wiedzieć wszystko.

Zgody, załączniki, ksera, no po prostu co tylko mogli. Dodatkowo jeszcze nie ta kratka zaznaczona i kolejną kartkę proszę donieść.
Po jaką cholerę wiedzieć bankowi czy mam książeczkę żeglarską?
Segregator spuchł i zaczęło się z niego wysypywać. Jeszcze doradca stwierdził, że ksera nie są idealne i sam połowę kartek przekserował.
Samo wypełnianie też nie było proste. Szczerze mówiąc mała jest szansa, by ktoś samodzielnie wypełnił te druki. Właściwie jest to niemożliwe.
Niektóre pytania są formułowane w taki sposób, że długiego zastanowienia potrzeba. A zdobycie niektórych danych jest trudne.
Od kiedy jestem zameldowany na pobyt stały? No… Jakoś tak koniec 80. Ale dzień i miesiąc? W dowodzie nie ma. Na szczęście miałem jakiś dziwny papier potrzebny do ślubu i tam było.
Gdybym tego nie znalazł, musiałbym biegać do USC.
Więcej było takich niespodzianek.

A samo wypełnianie… Oczywiście co jakiś czas zdarzała się pomyłka, czy literówka. Przecież bank tego nie przyjmie. Więc wypełnianie po raz kolejny.

Każdy bank ma swoje dokumenty i swoje pytania. Jeden chce brutto, drugi netto, jeden średnią za pół roku i bez premii, drugi z premią ale za kwartał.
Udało się w końcu skompletować całość, to tylko jeden dłuugi wieczór, 2 godziny u doradcy i kilka kartek doniesionych później.

Oj, chyba się zapożyczę…

Żona właśnie złożyła wypowiedzenie, nie specjalnie wiadomo, kiedy będzie pracować. U mnie bez zmian, podwyżki raczej nie będzie. Ale myślę, że to świetny moment na kupno mieszkania na kredyt.
Mamy już wszystko upatrzone, właśnie obejrzeliśmy w sobotę mieszkanie. Jest całkiem fajne, 40 metrów, blisko rzeki.
Umówiliśmy się na jutro z doradcą. Kadrowa u żony poświadczy nieprawdę na zaświadczeniu o zatrudnieniu do kiedy jeszcze pracuje, więc mamy czas do końca miesiąca na  kredyt.
Szaleństwo, ktoś powie. Sam tak bym pomyślał. Ale moja wyrocznia stwierdziła, że to dobra decyzja. A ja wierzę w swoje szczęście.

Pierwszy kredyt w życiu

Dostałem pierwszy kredyt. Nie duży, bo 150 zł.
Wziąłem na raty prezent dla żony. Właściwie, to ten kredyt wcale nie jest mi potrzebny, bo to przecież więcej problemów niż to warte. No ale przecież buduję historię kredytową.
Podobno ważne jest by ją mieć. Więc kadrowa wypisała mi druczek, prezes podpisał, towar zamówiony, nic tylko podpisywać umowę  i odbierać.

Reklamowany jako kredyt 0%  i załatwiany w 15 minut. No, super po prostu.

Najpierw stada pytań, stan cywilny, zaświadczenie i oczywiście niezbędny telefon. Obowiązkowo. Jeśli nie podasz telefonu, nie dostaniesz nic na raty. Sklep Euro AGD, kredyt – Lukas Bank.

Kolejna ciekawostka. Kredyt na 4 miesiące droższy od tego na 10 miesięcy. Zaraz! Przecież maiłbyć 0%

No, jest 0% bo kredyt nie jest oprocentowany, to tylko opłaty manipulacyjne i ubezpieczenie.  A, że suma spłaty będzie wyższa o 20 % to przecież nie istotne.

Przesiedziałem już naprawdę sporo czasu i dopiero teraz pani mówi: Proszę przyjść za 15 minut. Więc tak naprawdę trwało by to pół godziny.

Nie miałem czasu, ale na drugi dzień już było wszystko gotowe. Mam pierwszy kredyt. Za jakieś 4 miesiące będę chciał go spłacić szybciej. Zobaczymy.

Lokata w Eurobanku

Jakiś czas temu założyłem lokatę w Eurobanku. Fajne warunki, krótka kapitalizacja.
Za darmo mogłem zrobić dyspozycję na wypadek śmierci, ogólnie jestem zadowolony.
A teraz wyszło na światło dzienne jak postępują z klientami. Ogólnie wstyd i rozpacz. Pewnie, wiem, że ludzie nie oddają pieniędzy które pożyczyli, no ale postępowanie pracowników banku woła o pomstę do nieba.

Oczywiście takie zadanie windykatorów, no ale powinni to robić z jakimś szacunkiem. A jak się nie da to do sądu przecież można oddać. A już reakcja pani rzecznik czy dyrektor którą spytali dziennikarze TV. Ta nawet nie widziała nic złego w takim postępowaniu.

Zastanawiałem się, czy w ramach protestu nie zlikwidować tam lokaty. I zlikwiduję w ramach protestu. Ale nie dziś, nie jutro. Przecież musiał bym ocenić inne banki, inne warunki lokat. A to męczące. Zresztą, za miesiąc dwa znów zmienią się warunki i oprocentowanie. A Eurobank ma po prostu dużego minusa.
Jak będzie dawał najlepsze oprocentowanie to zostanę, ale gdy inny bank będzie dawał takie same warunki to na pewno zmienię. Myślę, że to uczciwe. Uczciwe tak dla moich pieniędzy i dla banku.

Nie lubię pieniędzy

Może brzmi to dziwnie, ale to prawda. Oczywiście na pewnym poziomie 🙂 Może nie tyle pieniędzy jako takich, ale zarządzać gotówką. O ile samo oszczędzanie jest jednak dość pasywne, po prostu wystarczy nie wypłacać z konta i nie wydawać.  Niestety często okazuje się, że konto na które wpływają pieniądze oprocentowane jest na jakiś złodziejsko niski procent. A by dokonać przelewu trzeba się zalogować, poklikać, wyciągnąć hasło z szuflady….

Nie lubię tego.

Założyłem lokatę

Ponieważ nie warto trzymać pieniędzy w skarpecie, założyłem lokatę.

Znalazłem bank, gdzie jest oprocentowanie 5,5 % a czas lokaty to 7 dni. Całkiem całkiem, szczególnie gdy porówna się oferty innych banków, które dają nawet niższe oprocentowanie a pieniądze trzeba zamrozić na 3-4 miesiące. Zapomniałem jaki to był bank 🙂 Pamiętam, że miał czerwone logo. Ale sprawdzę i napiszę:)

Po co bankowi mój telefon?

Mam więc już konto w Polbanku. To oczywiście nie przebiegało bezstresowo.

Najpierw okazało się, że są gorsze i lepsze oddziały. Ja ze swoim szczęściem trafiłem na ten gorszy. Czym się te odziały różnią?  Dostałem kopertę z hasłami. Gdy chciałem je aktywować okazało się, że nie mogę. Hasła wydane z tego oddziału do aktywacji koniecznie potrzebują by bank miał mój numer telefonu. Oczywiście, że nie podałem go w Banku. Prosili mnie dwa razy, lecz na pytanie, czy to jest obowiązkowe, usłyszałem, że nie. Więc co mam zrobić? Wystarczy, że udam sie do lepszego oddziału i pobiorę inną kopertę. Byłem, odebrałem,  zaktywowałem. Działa.

Oczywiście to nie koniec zabawy z bankiem. Poprosiłem, by wyciągi przychodziły na konto mailowe, zamiast pocztą, bo zwykłym listem, a nie poleconym to jakoś tak mało bezpiecznie.  Czy mogę? Oczywiście. Dzisiaj jednak dostaje maila z prośbą o kontakt. Mogę dostawać wyciągi na maila, ale tylko wtedy gdy podam numer telefonu komórkowego.
I tu pytanie tytułowe. Jaki to ma związek? Czy ten telefon naprawdę jest im tak niezbędny? Oczywiście rozumiem, że numer taki się może przydać, bazy danych są wiele warte.

Oczywiście podam numer telefonu. Muszę tylko kupić jakiegoś pre pajda. W końcu to, że go wyrzucę nikomu nie będzie przeszkadzać 🙂

Nowe konto bankowe

Od wielu lat posiadałem konto bankowe w jednym miejscu. Najpierw bank nazywał się „Bank Pomorski” potem wykupiło go PKO SA.  I tak rospoczęła się droga w dół. Kiedyś konto było rozsądnie oprocentowane, i do tego bezpłatne. To jest logiczne ponieważ przecież bank pożycza te moje pieniądze na dużo wyższy procent i jeszcze na tym zarabia. No ale nie ma lekko. Najpierw doszła opłata 3 zł miesięcznie, przelewy stałe zaczęły kosztować i ogólnie zrobiło się dziwnie. Oczywiście szukałem innego banku, ale okazało się, że nie jest to takie proste.
Jestem może dziwny, ale to moje prawo przecież. Nie chcę karty bankomatowej. To dłuższa historia na inny post. A banki nie przepadają teraz za klientami. Założyłem konto w Lukasie, no ale tam wypłata kosztuje 5 zł. To niec dużo. Mam przelewy bezpłatnie, ale tylko zdefiniowane w odziale. Bo nie mam tokena 🙂 Teraz spróbuję Polbank. Wypłaty są bezpłatne w odziałach, a o to mi chodziło. Zobaczę, czy jest tak pięknie i gdzie jest haczyk. Ale dam im kredyt zaufania.