Finansowy niewolnik na 30 lat.

Już wszystko za mną. Nawet szybko to poszło. Wypełniliśmy wszystkie papiery, a było tego naprawdę sporo.
Wniosek składaliśmy do 2 banków: Polbanku i PKO BP.  Ogólnie kilkanaście kartek gdzie chcieli wiedzieć wszystko.

Zgody, załączniki, ksera, no po prostu co tylko mogli. Dodatkowo jeszcze nie ta kratka zaznaczona i kolejną kartkę proszę donieść.
Po jaką cholerę wiedzieć bankowi czy mam książeczkę żeglarską?
Segregator spuchł i zaczęło się z niego wysypywać. Jeszcze doradca stwierdził, że ksera nie są idealne i sam połowę kartek przekserował.
Samo wypełnianie też nie było proste. Szczerze mówiąc mała jest szansa, by ktoś samodzielnie wypełnił te druki. Właściwie jest to niemożliwe.
Niektóre pytania są formułowane w taki sposób, że długiego zastanowienia potrzeba. A zdobycie niektórych danych jest trudne.
Od kiedy jestem zameldowany na pobyt stały? No… Jakoś tak koniec 80. Ale dzień i miesiąc? W dowodzie nie ma. Na szczęście miałem jakiś dziwny papier potrzebny do ślubu i tam było.
Gdybym tego nie znalazł, musiałbym biegać do USC.
Więcej było takich niespodzianek.

A samo wypełnianie… Oczywiście co jakiś czas zdarzała się pomyłka, czy literówka. Przecież bank tego nie przyjmie. Więc wypełnianie po raz kolejny.

Każdy bank ma swoje dokumenty i swoje pytania. Jeden chce brutto, drugi netto, jeden średnią za pół roku i bez premii, drugi z premią ale za kwartał.
Udało się w końcu skompletować całość, to tylko jeden dłuugi wieczór, 2 godziny u doradcy i kilka kartek doniesionych później.